Motocyklowa wycieczka :: Karpacz
By Krzysztof Mularski aka AmatoX

W ostatnią niedzielę, tj. 03 sierpnia 2008r. uczyniliśmy sobie z Darunią jednodniowy wypad do Karpacza. Tego dnia mieliśmy jechać gdzieś do Czech, jednak plany pomieszały się zarówno nam jak i naszym towarzyszom podróży. W niedzielę o 11.00 było już zbyt późno by bić w głąb tego niewielkiego kraju, zatem podjęliśmy decyzję że zerkniemy w góry
Wcześniej byliśmy w Częstochowie i chociaż to nieco nie chronologicznie (bo zaczynam pisać od Karpacza), to dopiero teraz znalazłem chwilę by opisać co i jak… zatem
Skończyło się tak… a właściwie to zaczęło się tak, że zamiast do Czech na dwa motocykle polecieliśmy do Karpacza, do samych Czech wjechaliśmy tyle co na Przełęczy Okraj wracając już do domu (taki mały skok w bok).
Poranek prawie jak każdy przed wyjazdem moto. Ubieranie się w stroje: spodnie, kurtka, pas nerkowy, rękawice, obowiązkowa kominiarka, no i przymusowy kask
itd. itd. … a no i buty… Jako że należę do tych co lubią wozić ze sobą wszystko (po to mi kufry) kombinuje jak kobieta przy garderobie. Spodnie na zmianę (krótkie i dżins). Ok, kufry wypakowane, miejsce na napoje jest. W zasadzie to te boczne brałem aby mieć miejsce na schowanie spodni motocyklowych gdyby zrobiło się nadmiernie ciepło.
Na chwilę przed wyjazdem dzwoni Mariusz że razem z Martą zmienili plany i zabiorą się z nami (z miejsca was pozdrawiam!). Tak więc dwa moto (Honda VF 750 F oraz Honda CB 1000), cztery osoby. Umawiamy miejsce spotkania i ruszamy.
Teraz to co tygrysy lubią najbardziej… trasa :D.. winkle
Z Bolesławca do Karpcza można dojechać wieloma drogami - zależy co kto preferuje: prędkość czy zawijasy. Droga jak to w większej części Polski - dziurawa, więc frajda średnia. Przyjmujemy prędkość w przedziale 80 do 100km/h, kierujemy się przez Wleń aby móc trochę winkli nałapać
Po drodze mijamy wielu motocyklistów - a ponoć deszcz zapowiadali. Obowiązkowe pozdrowienia gestem dłoni w czasie jazdy i na postoju dla każdego z osobna. Drogi jak to u nas… w Polsce… trenują zawieszenie, ogólnie mam nowy płyn w zawieszeniu i uszczelki, zatem jakoś to znoszę, moja kobieta również daje radę - trzyma się dzielnie i nie narzeka
Niewielki postój w Jeleniej Górze, na małej kawce lub szejku, frytki i jazda dalej. Na miejscu (Karpacz) kręcimy się po uliczkach, szukamy skoczni - zrozumiałem że mają być podjazdy na motocyklach pod górkę (okazuje się że nie doczytałem… chłopaki męczą się rowerami kto wyżej… lipa!). Tkwiąc w swoim zboczeniu przyjąłem wyrażenie “bike” za równoważne ze słowem “motobike”…
Małe nieporozumienie z Darunią (moim nawigatorem) powoduje że parkuję obok knajpy “Duch Gór” - na tym parkingu po lewej… Zatrzymuję się dziobem w dół niewielkiego pochylenia tego terenu… tyłem do drogi. Szlag by to! Darunia twierdzi że chciała mi tylko wskazać że później tu staniemy, a teraz jechać mamy wyżej (pod skocznię). Mariusz z Martą udali się tam od razu… a ja byłem zmuszony wycofać swoje 250kg+bagaże… czyli zejść i ciągnąć go w tył - w życiu nie często mam taką okazję aby się nakląć, ale dałem radę! Moto na drodze, Daria wsiada i śmigamy dalej.
Skocznia, a właściwie brama pod skocznią. Karpacz zdecydowanie dla motocyklistów nie przewiduje dogodnych miejsc parkingowych czy jakichkolwiek ułatwień przy manewrowaniu. Zatem stajemy pod bramą. Mariusz opiera swoje moto o bale która z kolei podpiera bramę. Podaje mi kamień wyprofilowany pod moją nóżkę (moje moto zawsze bardziej się kładzie - ze względu na kształt podstawki bocznej). Motocykle prawie że się opierają o siebie.
Tak jak już wspomniałem, impreza na skoczni to lipa… zatem idziemy na pizzę. Ponownie manewrowanie pod górkę motocyklami ważącymi 250 i 280 kg - czasem wsteczny bieg byłby na wagę złota! Ale przecież to lubimy najbardziej - Wyzwania!
Kolejny punkt na trasie to Pizzeria
Obiad, następnie małe rozpoznanie po okolicy w biurze turystycznym i obranie trasy na Czechy przez Przełęcz Okraj. Wpadliśmy tyle co na przełęcz, porobiliśmy fotki i wróciliśmy do Bolesławca.
Powroty do domu zawsze są szybsze :} W drodze standardowo kilku zdebilałych kierowców trumienek/klatek (samochodów) wymusza pierwszeństwo z drogi podporządkowanej, zdarzają się i tacy którzy widząc moto w lusterku gwałtownie hamują (może strach napędza debilizm, a może głupota popędza złośliwość)… życie. Ostatnio jednak podchodzę do tego spokojniej i nie kopię już w drzwi ani nie szarpię lusterek w trumienkach
Pozostałe fotki niebawem - tylko się skopiują
Darunia
Przystojniak! ^^
Przystojniak na tle Kamratów
Kamraci
Przełęcz Okraj: Ja + Darunia
Przełęcz Okraj: Mariusz + Marta
Mala Upa (Czechy)
Abordaż na Mala Upa
Postój pod granicą
August 9th, 2008 at 4:36 pm
No ładnie amato ;] super wypad ^^ a kiedy się do mnie wybierzecie? ;] mam domek na kaszubach - można zawitać